Dzisiejszy dzień to w ogóle jakiś kosmiczny był. Ale najgorsze było to, gdy czas zbliżał się wyjścia na jazdy.
Zanim wyszłam, miałam chwile w domu na odpoczęcie itd., ale niestety moja kochana mamusia nie mogła uszanować tego, że chce odpocząć i co chwile z czymś przychodziła, nie rozumiejąc, że ani ja ani brat nie mamy czasu ani ochoty z nią rozmawiać. To było pierwsze - zdenerwowała mnie przed jazdą, a ta nie wolno. Dalej dzwoniła Anka i to, co mi przez telefon powiedziała też nie było pozytywne. W ogóle prawie się spóźniłam na autobus, ale całe szczęście w końcu zdążyłam i byłam na czas.
No to przyszłam sobie na jazdy. Idę sobie grzecznie i widzę mojego instruktora stojącego z dwoma innymi nad samochodem, który ma otwartą maskę i namiętnie nad czymś debatują i oglądają. Trochę się zdziwiłam, ale podchodzę witam się i pytam właściwie, którym samochodem dziś... Okazał się, że tym, nad którym debatują i mam wsiąść i się przygotować... Ok... wsiadłam.
Wsiadłam zrobiłam, co trzeba i tak sobie siedzę i coś mi nie pasuje... Jakoś mi tak ciasno i w ogóle... Po czym nagle mnie olśniło - ubrałam glany. Po to specjalnie jechałam do domu by je przebrać na buty na zwykłej podeszwie, bo się wygodniej jeździ, a zapomniałam o tym! Z rozpędu ubrałam glany. [ściana]. No, ale cóż... Już tak jeździłam trzeba sobie poradzić. Szkoda, że tylko w taki dzień... Bo miałam mieć dzisiaj egzamin wewnętrzny... Blech...
No, ale cóż... W końcu instruktor mój do mnie przyszedł i mieliśmy jechać, choć na początek okazało się, że nie ma mojej karty i musimy jechać ją odebrać (głupi, debil instruktor, z którym miałam moją ostatnią jazdę (całe szczęście tylko jedną - idiota!) Jej nie raczył oddać. Cóż... Widać na to też był zbyt leniwy...Ekh... Na stos!). No to pojechaliśmy...
A jechanie też było fajne. Bo instruktor sprawdzał wszelkie możliwe wariacje przy jechaniu (znaczy mi kazał sprawdzać, co jak działa, a co nie), bo coś ładnie w samochodzie gwizdało. Ta pomiędzy rozwianiem z serwisem XD (ale nieźle jeszcze nigdy nie widziałam go rozmawiającego na jazdach przez telefon, zawsze spławiał wszystkich, albo miał wyłączony, a tu tak...xD) A jadąc dalej...
Niestety udało nam się ładnie wpakować w korek patrząc, że Gdynia jest rozkopana. Stoimy sobie ładnie w korku, po czym zmieniają się światła, ja zaczynam ruszać... a tu... bum! W pierwszej chwili było takie WTF?! W co wjechałam... Przecież w nic nie dało się jechać jak jechałam prosto tak by przywalić tyłem. I co się okazało? Pani wyjeżdżała z miejsca parkingowego i ładnie w nas wjechała. Całe szczęście nic poważnego, niby lekkie otarcie... Choć po tym lekkim otarciu samochód później coraz to nowe rzeczy wyrzucał, że nie chodzą (poduszki powietrzne i ABS przestały działaćXD) No to stwierdziliśmy z instruktorem, że na dziś starczy i przekładamy jazdy xD
Dzień pełeeeeeeeeeen przygód, Ale jak trzeba być genialnym, żeby wjechać w Lke? XD (Jakby, kto się pytał, nie jechałam/ruszałam za wolno szybciej się nie dało, przede mną koleś stał. A kobieta nijak nie miała się jak zmieścić. Ale o dziwu udało jej się wjechać tylko w jeden samochód. Ma szczęście, że za jednym razem nie skasowała też tego za nami - rotfl! xD) Takim ludziom nie powinni dawać prawa jazdy! lol! Niech zabiorą tej pani i dadzą mi! xD
I tak właśnie wyglądała moją pierwsza kolizja drogowa xD
Czy ja jestem dziwna, że mnie to bawi? xD